Kategorie !

Pobierz wskaźnik DIVERSITY INDEX

Przewodnik po zarządzaniu różnorodnością

Warto przeczytać !

'Ty? Rok z dzieckiem w domu?!' Dziennikarki 'Wyborczej' zostały matkami na 100 proc.

Kasia tak się obawia, że na rocznym rodzicielskim "wypadnie z obiegu", że już piątego dnia po porodzie zaczęła na odległość współpracować z redakcją. Natalia przeciwnie: - Pewnie że się boję, że po roku o mnie zapomną. Ale odmawiam bania się zostać matką.
 
Autorki tekstu: Katarzyna Staszak, Natalia Waloch-Matlakiewicz, "Gazeta Wyborcza".
 
 
Pytali nas: "Ty? Rok z dzieckiem w domu?!". Jakby ambitnym kobietom nie wypadało iść na pełny rodzicielski urlop - piszą Katarzyna Staszak i Natalia Waloch-Matlakiewicz.
 
Po latach pracy, pierwsze dziecko. Radość i rozterki
 
Kasia: Po 12 latach pracy w "Wyborczej" urodziłam dziecko. Jako pierwsza w redakcji wzięłam roczny urlop rodzicielski. Żaden z szefów nie powiedział mi, co o tym myśli. Nie musieli. Gdy byłam w ciąży, temat niemal nie schodził ze stron "Wyborczej". Na zebraniach większość koleżanek i kolegów była zgodna, że wydłużenie urlopu przez rząd Tuska to błąd. Bo nie przybędzie od tego dzieci, za to zwiększy się dyskryminacja kobiet na rynku pracy.
 
Natalia: Ja urodziłam po dziewięciu latach pracy w "Wyborczej". Ucieszyłam się, że będę miała prawo do rocznego urlopu, bo chciałam być matką na sto procent. Ale zaraz potem, wobec wszechobecnej krytyki wydłużonego macierzyńskiego, wpadłam w wir niekończących się rozterek.
 
Czteromiesięczniaka pakować do żłobka? Intuicja mi mówi, że lepiej mu będzie ze mną
 
Kasia: W "Wyborczej" czytałyśmy o szkodliwości rocznych urlopów. "Fajnie jest zostać w domu z dzieckiem. Tylko, niestety, trzeba myśleć o sobie także w kategoriach odpowiedzialności i statystyk, które znamy. Kobiety powinny wiedzieć, że jeśli decydują się na pozostanie w domu, to jednocześnie często decydują się na późniejsze ubóstwo i ubezwłasnowolnienie" - przekonywała w "Wysokich Obcasach" prof. Magdalena Środa. "Istnieje duże ryzyko, że roczna przerwa w pracy spowoduje dezaktualizację kompetencji, a w konsekwencji dezaktywizację zawodową" - powtarzała ekspertka Pracodawców RP Wioletta Żukowska.
 
Natalia: W całej dyskusji o wydłużonym urlopie rodzicielskim denerwuje mnie, że wciąż mówi się: "to niekorzystne dla rynku, to niekorzystne dla kobiet", a jakoś nikt nie pyta, co jest korzystne dla dzieci.
 
Kasia: Chcemy być z dziećmi maksymalnie długo, bo uważamy, że to dla nich dobre.
 
Natalia: Jasne, może mój syn rozwijałby się równie dobrze, gdyby jako czteromiesięczniak wylądował w żłobku. Pewnie są nawet jakieś badania, które dowodzą wyższości żłobków nad opieką matki, bo jeśli się dobrze poszuka, znajdzie się poparcie dla każdej tezy. Ja jednak nie zamierzam eksperymentować i chcę chować dziecko tak, jak podpowiada mi intuicja. A ta mówi, że służy mu moja bliskość. Wolę kiedyś powiedzieć: - Nie napisałam tego reportażu, bo byłam z synem, niż: - Nie słyszałam, jak powiedział "mama".
 
Już w piątym dniu po porodzie zaczęłam "nie wypadać z obiegu"
 
Kasia: Napędza mnie chęć udowodnienia kolegom i "ekspertom", że się mylą. Że można być rok na rodzicielskim i jednocześnie nie wypaść z obiegu zawodowego. Jak z podziwem zauważył kolega redaktor, pierwszy tekst z macierzyńskiego zamówiłam i zredagowałam pięć dni po porodzie. Z miłości do pracy, poczucia obowiązku, nieskromnego przekonania, że lepiej niż koledzy znam się na służbie zdrowia. I ze strachu, że o mnie w redakcji zapomną. Są dni, gdy to ostatnie odczucie dominuje.
 
Natalia: Czy boję się, że po roku nie będę miała do czego wracać? Pewnie. Ale mam tego strachu serdecznie dość.
 
Mogę bać się, że redakcja ze mnie zrezygnuje, kiedy przestanę przynosić ciekawe tematy i dobrze napisane teksty, ale odmawiam bania się z powodu zostania matką.
 
Denerwuje mnie wieszczenie niektórych feministek, że długa przerwa w pracy zdezaktualizuje moją profesjonalną wiedzę, a samo macierzyństwo ogłupi tak, że moja sieć neuronowa będzie reagować już tylko na słowa: kupa, karmienie, misiu. Do popularnego stwierdzenia, że podróże kształcą, mój ojciec zawsze dopowiada: "wykształconych". Może rodzicielstwo ogłupia tylko głupich? Osobiście jakoś się tego nie obawiam.
 
Gdy zaśnie, odpalam komputer, mejle załatwiam na spacerze
 
Kasia: Pracuję niemal codziennie. O 20, gdy dziecko zaśnie, parzę kawę i odpalam komputer. Telefony i mejle załatwiam podczas dwugodzinnego spaceru. Robię to, by po roku zasłużyć na to samo biurko.
 
Natalia: Ja póki co nie jestem gotowa tak funkcjonować.
 
Po pierwsze - na razie naprawdę nie mogę przewidzieć, ile - i czy w ogóle - będę w danym dniu w stanie popracować, więc zobowiązanie się do dotrzymania jakiegokolwiek deadline'u wydaje mi się szaleństwem.
 
Po drugie - chcę być z dzieckiem w pełni. Nie chcę zajmować się nim z podskórną irytacją, że jeszcze nie zasnął i moja robota leży odłogiem we włączonym non stop laptopie.
 
Moja mama chorowała kilka lat, nim zmarła, przez ten czas byłam jej opiekunką. Dwa dni przed jej śmiercią, czuwając przy hospicyjnym łóżku, zbierałam jeszcze materiał do reportażu. Do dziś nie czuję się z tym wspomnieniem dobrze. Choć nie mogłam wiedzieć, że to koniec, choć mama bardzo mojej pracy kibicowała.
 
To mnie nauczyło, że są takie momenty w życiu, kiedy należy robić jedną rzecz naraz. Wierzę, że pierwszy rok życia pierwszego dziecka wart jest wyłączności.
 
Niech będzie, że "siedzimy w domu". Matką nie zostaje się przez chodzenie w ciąży i poród
 
Kasia: Rodzicielski to nie wakacje. Nawet jeśli "tylko" zajmujesz się dzieckiem, jesteś naprawdę zarobiona/-y i chronicznie niewyspana/-y. W internecie krąży taki dowcip: urlop rodzicielski to też praca, tylko szefa trzeba nosić na rękach. I tak właśnie jest. Powtarzam to, bo nawet od kobiet słyszę o "siedzeniu w domu" i "niepracowaniu". Wystarczy przypomnieć słynny już wywiad z prawniczką Moniką Zakrzewską "Matka, to nie zawód", zamieszczony na stronie Kongresu Kobiet, który zainicjował kampanię "Superwoman na rynku pracy".
 
Superwoman skraca swój urlop, by dziecko za bardzo się do niej nie przywiązało. Urlop to w wywiadzie właśnie "siedzenie w domu" i przywilej, którego państwo nie powinno fundować (o rozmowie z Zakrzewską pisały w "Wysokich Obcasach" Agnieszka Graff i Hanna Samson).
 
Więc tak - siedzimy w domu.
 
Wiem już, że to będzie najlepszy rok mojego życia. Przepraszam, może według niektórych zgłupiałam, ale bycie z dzieckiem, które codziennie robi coś po raz pierwszy, daje lepszego kopa niż robienie dziennika w noc po wyborach prezydenckich czy przygotowanie materiału, o którym mówić będzie cała Polska. To nie znaczy, że praca mnie nie kręci. Kręci, ale teraz jest na drugim miejscu.
 
Natalia: Wierzę, że ten rok spędzony z synem to dla niego najlepszy kapitał na przyszłość. Potem niestety już zawsze będę musiała mu siebie wydzielać, chcąc zawodowo funkcjonować. To też rok dla mnie. Matką bowiem nie zostaje się przez chodzenie w ciąży i kilkugodzinny poród. Matką się staje.
 
Każdego dnia jestem nią bardziej. 
 
Zbliża się czas powrotu do pracy. I lęk: jak to będzie?
 
Kasia: Miesiące biegną i czas myśleć o tym, co będzie po powrocie do pracy.
 
Można wprawdzie przedłużyć urlop o wychowawczy. Ale to rzeczywiście mogłoby być zawodowe samobójstwo.
 
Natalia: Przez lata ciężko pracowałyśmy, by być tu, gdzie jesteśmy. Mimo to martwimy się, jak pogodzimy dotychczasowe tempo z byciem zaangażowaną matką.
 
Nie chciałybyśmy nauczki, jaką dostała amerykańska dziennikarka Mika Brzezinski, która jako początkująca matka pracowała tak ciężko, że pewnego dnia ze zmęczenia upuściła córkę na ziemię.
 
Teraz naprawdę doceniamy wysiłek wszystkich pracujących matek i je podziwiamy. Że dają radę, że nie wariują od wyrzutów sumienia, że potrafią przeskakiwać z jednej przestrzeni do drugiej. Na pewno da się być fajną matką i robić karierę. Ale jak dokładnie się to robi i jakie są tego koszty?
 
Kasia: Będziemy szukać odpowiedzi, pisać o godzeniu pracy z wychowaniem dzieci.
 
Ludzie czasem chorują. I czasem miewają dzieci
 
Natalia: Na koniec jeszcze jedno. Już słyszę te głosy, łajające mnie, że dziecko to moja prywatna sprawa i mogę sobie rodzić ile wlezie, ale nie mam prawa mieć pretensji, że szef/rynek pracy mnie nie chce.
 
Zapytam więc tak: a gdybym miała raka? Powiedzmy raka płuc, którego dorobiłam się wskutek mojego prywatnego nałogu tytoniowego. Czy wówczas też piewcy wolnego rynku skreśliliby mnie tak łatwo? Powiedzieliby: "Żaden szef nie ma obowiązku tolerować cherlaka, którego rok nie będzie w pracy, bo a to chemia, a to naświetlania i w ogóle nie wiadomo, czy jeszcze się kiedykolwiek na coś przyda"?
 
Nie, nie stawiam znaku równości między dzieckiem a rakiem. Chcę tylko powiedzieć, że u podstaw naszej kultury leży co prawda etos pracy, ale nie leży przekonanie, że życie jest tylko pracą. U jej podstaw jest pewien szacunek dla prywatnych wyborów oraz zrozumienie dla spraw naturalnych, których żaden kodeks pracy nie okiełzna: takich jak to, że ludzie czasem chorują, i takich jak to, że czasem mają dzieci.
 
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
 
Dodany: 29 stycznia 2014 Kategoria: Ogólne
 

Serwis internetowy Diversity Index używa cookies i podobnych technologii. Więcej informacji w Polityka cookies

^ Wróć na górę