Kategorie !

Pobierz wskaźnik DIVERSITY INDEX

Przewodnik po zarządzaniu różnorodnością

Warto przeczytać !

Coming outy w rodzinie Jody'ego Huckaby'ego - wywiad z dyrektorem PFLAG

Co roku na Gwiazdkę moi rodzice dowiadywali się, że kolejny z ich synów jest gejem. Z Jodym Huckabym, dyrektorem PFLAG (Parents, Families and Friends of Gays and Lesbians), organizacji założonej 40?lat temu z inicjatywy kobiety, która postanowiła zaprotestować przeciwko traktowaniu, jakiego doświadczał pod koniec lat 60. jej syn, rozmawia Katarzyna Surmiak-Domańska z "Wysokich Obcasów". Jody Huckaby gościł w Polsce na zaproszenie Kampanii Przeci Homofobii we współpracy z ambasadą USA w ramach projektu '"Akademia zaangażowanego rodzica''. KPH planuje na rok 2013 kolejną edycję tego cyklu warsztatów dla rodziców lesbijek i gejów.

Jesteś pierwszy raz w Polsce. Jakie wrażenia?

Wczoraj mój polski tłumacz, który towarzyszył mi na spotkaniach, poprosił mnie na bok i wręczył małe zawiniątko. W środku był różaniec. Powiedział, że bardzo poruszyło go, kiedy opowiadałem, że gdy moja mama dowiedziała się, iż jestem gejem, oświadczyła, że będzie codziennie odmawiać różaniec w intencji mojego wyleczenia. Dzisiaj również odmawia za mnie różaniec, ale w intencji szczęścia mojego i mojego partnera. ''Ten różaniec jest dla niej'' - powiedział mój tłumacz.

Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się coś takiego.

Jesteś w kraju równie katolickim jak twoja rodzina.

Z całym szacunkiem, ale nie sądzę. Powiedzieć, że moja rodzina jest katolicka, to zbyt mało. Moja rodzina jest fanatycznie katolicka. Ma na punkcie religii obsesję.

W moim domu różaniec odmawiało się co wieczór na klęczkach. Rodzice i nas ośmioro razem. W naszym salonie było więcej figur Matki Boskiej, krucyfiksów i świeczek niż w kościele. Do dziś ulubionym powiedzeniem mojej mamy jest: ''Zawierzmy Panu''. Twierdzi, że jej prawdziwym powołaniem było zostać zakonnicą.

Dopóki nie poszedłem na studia, nie znałem ani jednej osoby, która nie byłaby katolikiem.

Pochodzisz z południa USA, z Luizjany. Tam dominują protestanci.

Większość Luizjany jest protestancka, należy do tak zwanego Pasa Biblijnego. Ale ten region, gdzie leży moje rodzinne miasteczko Eunice, jest bardzo katolicki, bardzo konserwatywny i, niestety, bardzo rasistowski.

Luizjana to mit wielkich plantacji, na których pracowali czarni niewolnicy. Mit wyidealizowany, podobnie jak w ''Przeminęło z wiatrem''. Nie mówi się o tym, jak naprawdę wyglądało traktowanie niewolników. W naszym stanie nadal dochodzi do incydentów rasistowskich. Kiedy Barack Obama został prezydentem, dzieci w szkole, gdzie uczy moja siostra, powtarzały informację zasłyszaną od rodziców, że Obama jest tym Antychrystem, którego przyjście przepowiada Apokalipsa. Kilka lat temu przyjechałem w rodzinne strony po dłuższej nieobecności. Jechaliśmy z bratem Jasonem samochodem przez miasteczko niedaleko Eunice. Mijamy niewielkie osiedle, jakieś sześć, siedem bloków, a pomiędzy nimi dwa pokaźne kościoły. Oba katolickie. Bez sensu, prawda? A Jason mówi do mnie: ''Co? Zapomniałeś już, jak tu jest?''. Jeden kościół był oczywiście dla białych, drugi dla czarnych.

A jacy byli twoi rodzice?

Tata był zagorzałym rasistą. Od dziecka mnie uczono, że czarni ludzie są gorsi. Nie miałem możliwości tego zweryfikować, ponieważ nie znałem osobiście nikogo czarnego. Nie utrzymywaliśmy kontaktów z czarnymi sąsiadami. Oni mieszkali po jednej stronie drogi, my, biali, po drugiej.

Ojciec miał przy domu zakład naprawy radioodbiorników i telewizorów. Naukę zakończył na podstawówce. Potem wstąpił do wojska, walczył w Korei i został odznaczony Brązową Gwiazdą, ale nigdy nie mówił za co. Mama też milczała na ten temat. Dopiero przed śmiercią taty dowiedzieliśmy się, za co był medal, i to było dość straszne.

Mama skończyła szkołę średnią, ale, jak to się mówi, znała swoje miejsce. Pomagała ojcu w księgowości i była mu całkowicie podporządkowana. Nie mieliśmy dużo pieniędzy, ale rodzice nie żałowali na naszą naukę i za to jestem im bardzo wdzięczny. Mama kupowała nam mnóstwo książek, wszyscy trafiliśmy do dobrych szkół. Mówiła, że wiedza to klucz do sukcesu.

A jaki był stosunek twoich rodziców do gejów?

Nie było żadnego. Takie zjawisko jak homoseksualizm dla nich nie istniało. Pamiętam jednak pewne wydarzenie z dzieciństwa. Koledzy w podstawówce przezywali mnie ''sissy''. To znaczy taki dziewczyński, zniewieściały, ale wtedy tego nie wiedziałem. Przyszedłem do domu zapłakany, mama pyta, co się stało, ja - że mówią o mnie ''sissy'', a ja nie wiem, co to znaczy. A mama na to: ''Widzisz, synku, to bardzo ładnie. Sissy to jest taki chłopiec, który ukochał Najświętszą Maryję Pannę''.

Skąd taki pomysł?

Myślę, że mama musiała zdawać sobie sprawę, że jestem inny niż większość chłopców.

Może liczyła na to, że zostaniesz księdzem?

To nie ulega wątpliwości. Przecież ja poszedłem do seminarium. Trzech z nas przeszło przez seminarium. Właśnie wtedy, gdy zacząłem studia teologiczne, nastąpił pierwszy coming out w naszej rodzinie. Mojego brata Jasona.

Strach pomyśleć, jak to przyjęli rodzice.

Przyjechaliśmy wszyscy do domu na święta Bożego Narodzenia. Siedmioro rodzeństwa, niektórzy już z rodzinami, dziećmi. Brakowało tylko Jasona. Ojciec usiadł u szczytu stołu. Przeczuwaliśmy, że coś się stanie, bo mama była dziwna, unikała kontaktu wzrokowego, spuszczała oczy. Jak nie mama. Natomiast ojciec po prostu się trząsł.

Usiedliśmy, ojciec wyjął list, który otrzymał od Jasona. Było tego z kilka kartek, tata jednak odczytał tylko trzy pierwsze zdania - do momentu, gdy Jason pisze, że jest gejem. Wtedy głos się tacie załamał, cisnął kartki na stół i oświadczył dobitnie: ''Żadne z moich dzieci nie będzie takie. Żadne!''. I wyszedł. A mama się rozpłakała.

Pomyślałeś wtedy o sobie?

W tym czasie już zadawałem sobie pytanie: jestem czy nie jestem gejem? Ta scena umocniła mnie w postanowieniu, że nie jestem. A raczej, że nie wolno mi być. Nie mogę po prostu tego zrobić rodzicom. Stało się dla mnie jasne, że Jason nie jest już członkiem naszej rodziny. Okazało się, że oni ten list dostali kilka miesięcy wcześniej. Długo walczyli ze sobą, co zrobić. Oczywiście radzili się księdza. Pokazali mu list, a ksiądz im nakazał dwie rzeczy: po pierwsze, nie mówić o tym nikomu spoza rodziny, po drugie, pod żadnym pozorem nie pozwolić Jasonowi przyjeżdżać do Eunice ze swoim partnerem.

I tak zrobili. Przez długi czas w ogóle się do niego nie odzywali.

A ty?

Ja zadzwoniłem do brata po miesiącu. Powiedziałem coś w rodzaju, że jest mi przykro, ale wolałem nie okazywać mu zbyt wiele empatii. Wolałem się odciąć. Po pół roku jednak pojechałem do niego i jego przyjaciela do Bostonu. Zwierzyłem się im, że sam zmagam się z moim homoseksualizmem. Akurat w Bostonie była parada gejowska. Zabrali mnie i to było cudowne, niesamowite. Tylu gejów z partnerami, z rodzinami. To był jeden z piękniejszych dni w moim życiu. Popłakałem się, rzecz jasna.

Wtedy postanowiłeś sam zrobić coming out?

Zaczekaj. Rok po liście Jasona nastąpił coming out mojego drugiego brata Jonathana. To było dużo bardziej dramatyczne wydarzenie, bo Jon miał się żenić. Był zaręczony ze wspaniałą dziewczyną, moją koleżanką z klasy Monicą. Moi rodzice ją uwielbiali. Była śliczna, przemiła i pobożna. Obie rodziny szykowały się do ślubu, a tu Jonathan zwierza się - najpierw mnie - że się zastanawia, co robić, bo czuje, że chyba jest gejem. Zaskoczył mnie kompletnie. Podczas następnej Gwiazdki powiedział o tym rodzicom.

Znowu podczas Gwiazdki.

Tak. Wszystkie nasze coming outy miały miejsce na Gwiazdkę, bo to był czas, kiedy zjeżdżaliśmy się ze szkół do domu. Po tym moi rodzice znienawidzili te święta.

Jak rodzice zareagowali na wyznanie Jonathana?

Rodzice odebrali to jako dowód, że popełnili błąd w naszym wychowaniu. Obwiniali siebie. Wtedy zaczęli chyba trochę łagodniej patrzeć na Jasona. On w końcu mieszkał poza Luizjaną, całą sprawę można było utrzymać w sekrecie. Tymczasem tutaj taka kompromitacja. Odwoływanie wesela, upokorzenie dla Moniki, która była już prawie członkiem rodziny. To był niewyobrażalny cios.

Jednak nie ostatni.

Rok później przyszła kolej na mnie. Nie mogłem dłużej oszukiwać ani ich, ani siebie.

W tym czasie studiowałem już psychologię i chodziłem na psychoterapię. Przygotowywałem się do coming outu merytorycznie. Miałem pewne wnioski, obserwując, jak rodzice zareagowali na wyznania braci. Wiedziałem, że najważniejsze, aby wytłumaczyć im, że to nie ich wina. Podczas kolejnej Gwiazdki poprosiłem rodziców o rozmowę. Zrobiłem to celowo ostatniego wieczoru, żeby nie psuć całych świąt.

I co?

Powiedziałem, że jestem gejem, i natychmiast przeszedłem do wykładu o tym, że homoseksualizm nie bierze się z wychowania, że to się decyduje w fazie prenatalnej pod wpływem hormonów, że w rodzinach, gdzie jest więcej synów, którzy przychodzą na świat w niedużych odstępach czasu, jest większe prawdopodobieństwo, że któryś będzie gejem, itd.

Pamiętam twarz mamy. Miała cały czas cukierkowy uśmiech. To był znak, że w środku się gotuje. Moja mama im słodziej się uśmiecha, tym bardziej jest wściekła.

Natomiast ojciec ciężko westchnął i zaczął się zapadać w fotel. Miałem wrażenie, że w miarę moich słów uchodzi z niego powietrze. Siedział sflaczały, zdruzgotany.

Powiedziałem, co miałem do powiedzenia, i nazajutrz rano wyjechałem.

Jak kontaktowaliście się po tym?

Okazało się, że mama chyba przeżyła to mocniej, bo nie dość, że okazałem się gejem, to zarazem oświadczyłem, że nie będę księdzem. Przez pół roku ze mną nie rozmawiała. Potem wysłała mi ten list - że codziennie odmawia różaniec w intencji mojego wyleczenia.

Natomiast z ojcem regularnie rozmawiałem przez telefon. Pytał, jak mi idzie w szkole, czy mam pieniądze. Jak zwykle co roku spotykaliśmy się na rodzinne święta. Rozmawialiśmy o pogodzie, o polityce, Kościele i gospodarce, tylko nie o tym. Tego tematu nie było po prostu. Tak zawsze postępowano w mojej rodzinie, gdy był jakiś problem. Udawało się, że go nie ma.

No ale mówiłeś, że dzisiaj twoja mama modli się o szczęście twoje i twojego partnera.

Moja rodzina przeszła przez wszystkie typowe etapy przewidziane dla rodziców gejów. Od odrzucenia, poprzez tolerowanie - przez co należy rozumieć dopuszczalność sytuacji, gdy się przebywa z dzieckiem w tym samym pokoju - po akceptację. Poszła nawet dalej niż większość rodzin, bo u nas nastąpiła jeszcze afirmacja.

Mój Stephan jest dzisiaj ulubieńcem mamy spośród wszystkich zięciów i synowych. A z jego mamą się uwielbiają. Ja zresztą też uwielbiam mamę Stephana. Często jeździmy w trójkę na wakacje.

Sielanka. Jak tego dokonałeś?

Nie ja, niestety. Choć nieustannie próbowałem. Kiedy dowiedziałem się o istnieniu organizacji PFLAG, która pomaga gejom i rodzicom gejów, zacząłem wysyłać mamie ich broszury. Ale nie otrzymałem żadnej informacji zwrotnej. Pytam ojca, a ojciec na to: ''Tak, dostaliśmy broszury. Matka czyta''. Podejrzewam, że przerzucała strony i wyrzucała.

Aż któregoś dnia dzwoni komórka. Mama! Cała podekscytowana mówi do mnie: ''Czy ty wiesz, co przeczytałam w Dear Abby?''. ''Dear Abby'' to taka popularna rubryka poradnikowa uwielbiana przez gospodynie domowe. Abby udziela czytelnikom praktycznych porad na najrozmaitsze życiowe wyzwania: jak wywabić plamę, jak wybrać szkołę dla dziecka, jak ułożyć sobie relacje z teściową.

Otóż w gazecie ukazał się list czytelniczki: ''Droga Abby, jestem załamana. Moja córka jest lesbijką. Co robić?''. No i moja mama dzwoni do mnie i mówi: ''Ty wiesz, co Abby jej odpisała? Po pierwsze, musisz kochać córkę tak jak kochałaś ją, zanim dowiedziałaś się, że jest lesbijką. Po drugie, powinnaś skontaktować się z innymi rodzicami, którzy mają homoseksualne dzieci. I podała adres!''. Oczywiście był to adres PFLAG. Chciało mi się śmiać.

Później, kiedy zostałem dyrektorem PFLAG, dowiedziałem się, że tego roku, kiedy została opublikowana owa porada Dear Abby, do PFLAG zgłosiły się hurtem tłumy rodziców gejów.

Siła mediów.

Potęga. Dla mojej mamy to był przełom. Ona znalazła w tej szanowanej rubryce, którą czytali wszyscy jej znajomi, pewien rodzaj przyzwolenia. Wcześniej nie miała żadnego punktu odniesienia dla swojego problemu poza księdzem, który grzmiał na nią, że homoseksualizm to ciężki grzech.

Chcesz powiedzieć, że wszystko zawdzięczasz Dear Abby?

Nie. Dużo więcej zawdzięczam programowi ''Oprah Winfrey Show''.

Byłeś u Oprah Winfrey?

Oczywiście. Z połową rodziny. To było w roku 2007. Czyli prawie 20 lat po moim coming oucie. Postawa rodziców przez ten czas coraz bardziej się zmieniała. Rodzinny sekret stopniowo wyciekał. Mama zaczynała o tym rozmawiać z dalszą rodziną, z sąsiadami. Coś trzeba było przecież odpowiadać na pytania: ''Dlaczego Jody nie został księdzem? Czy Jason ma dziewczynę? Kiedy Jon wreszcie się ożeni?''. Byliśmy już dorośli. Udowodniliśmy, że jesteśmy normalni, skończyliśmy studia, mieliśmy dobrą pracę. Już nie było takiego wstydu.

Ojciec przez wszystkie te lata kupował książki teologiczne i psychologiczne. Czytał wszystko, co mogło mu pomóc w zrozumieniu. Po jego śmierci została tego spora biblioteczka.

W każdym razie gdy dostałem propozycję z programu Oprah, rodzice byli w już w fazie akceptacji.

Pracowałem wtedy w PFLAG, wypowiadałem się publicznie, toteż dziennikarze zaczęli się interesować naszą katolicką rodziną, w której trzech synów okazało się gejami. Odrzuciłem propozycję występu w ''The Tyra Banks Show'', ale na Oprah się zgodziłem. Oprah się nie odmawia. To inna liga.

Rodzice wzięli udział w programie?

Nie. Ojciec był już bardzo chory. Mama musiała zostać z nim. Kiedy powiedziałem im, że dostałem propozycję wystąpienia w telewizji, tata powiedział: ''Jody, jeżeli ten program pomoże choć jednej rodzinie uporać się z tym problemem lepiej niż my, to warto''.

Poleciałem więc na nagranie do Chicago. Dołączyli do mnie dwaj moi bracia geje i jeszcze trójka rodzeństwa hetero - dwie siostry i brat. To było strasznie ważne, że oni też się zgodzili.

A dwoje pozostałych?

Nie pojechał brat, który jest konserwatywnym księdzem, oraz siostra, która prowadzi firmę sprzątającą. Uznała, że to nie będzie dobra wizytówka dla jej biznesu.

Przylecieliśmy dzień wcześniej. Producent wynajął nam hotel i zasponsorował kolację. To był fantastyczny wieczór. Wreszcie spotkałem się z rodzeństwem na innym gruncie niż domowy i mogliśmy szczerze porozmawiać. W domu zawsze unikaliśmy tego tematu. Teraz otwarcie każdy zaczął snuć swoją opowieść. Moja siostra wyznała mi, płacząc, że nigdy nie przywoziła do domu swoich dzieci, bo bała się, że ja, Jason lub Jon będziemy je molestować. Brat zwierzył mi się, że w szkole dzieciaki dokuczały mu, że ma braci pedałów, więc on, aby się bronić, wyśmiewał się z nas razem z nimi. Nigdy wcześniej o tym nie gadaliśmy.

Nagranie jeszcze się nie zaczęło, a my już zbliżyliśmy się do siebie bardziej niż przez 20 lat.

Dodatkowo telewizja lokalna z Luizjany zrobiła reportaż o naszym udziale w ''Oprah Winfrey Show''. Zacząłem dostawać mnóstwo maili, telefonów od dawnych kolegów, koleżanek. W większości wspierających, chociaż nie wszystkie były takie.

A rodzice?

Rodzice byli dumni.

Mówisz o afirmacji. Jak ona wyglądała u twojego taty?

Spektakularnie, powiedziałbym. Każdy, kto występuje w ''Oprah Winfrey Show'', dostaje przy pożegnaniu gadżety: kubki, T-shirty, czapki. Ja oddałem swoją czapkę tacie. Nie liczyłem na to, że ją będzie nosić - tata całe życie nosił jedną czapkę bejsbolówkę z militarystycznym wzorem - ale po prostu na pamiątkę.

No i nie zapomnę dnia, w którym ostatni raz widziałem się z ojcem. Odwiedziłem go w domu opieki dla weteranów wojennych, gdzie mieszkał przed śmiercią. Siedział na wózku, na szyi miał zawieszony różaniec, w ręku trzymał drugi, a na głowie tkwiła moja czapeczka z napisem ''Oprah Winfrey''.

Dwie ikony - Matka Boska i Oprah Winfrey.

Dwa autorytety naszego społeczeństwa. Tylko pamiętajmy, że Oprah jest Murzynką, a tata całe życie był rasistą. W dodatku w tym ośrodku weteranów cały personel - pielęgniarki, sanitariusze, sprzątaczki - był czarny. A każdy Afroamerykanin ubóstwia Winfrey.

Pytam więc: ''Tata, a jak ktoś cię tutaj zapyta, skąd masz tę czapkę, to co odpowiesz?''. On na to bardzo spokojnie: ''Powiem im, że moja rodzina była w programie Oprah Winfrey''. ''A jak zapytają cię, z jakiej okazji?''. ''Odpowiem, że z takiej okazji, że trzech moich synów jest homoseksualistami''.

Zamyślił się, poszeptał trochę, przebierając palcami po paciorkach, i dodał: ''Myślałem o tym dużo, synu, i zrozumiałem, że Kościół się pomylił. Tak jak kiedyś pomylił się co do kobiet, a potem co do czarnych i dużo czasu zajęło mu przyznanie się do błędu. Podobnie chyba będzie z gejami. Być może jeszcze dużo czasu zajmie mu przyznanie, że nie są gorszym rodzajem ludzi. Rób dalej to, co robisz''.


Źródło: WysokieObcasy.pl (4 stycznia 2013)

Dodany: 6 stycznia 2013 Kategoria: Ogólne
 

Serwis internetowy Diversity Index używa cookies i podobnych technologii. Więcej informacji w Polityka cookies

^ Wróć na górę